niedziela, 15 maja 2011

Niedziela w Byron Bay

W niedzielę wybraliśmy się grupą do Byron Bay - oprócz ładnej pogody okazją był ostatni weekend Lindy w Australii oraz moje urodziny.

Pożyczyłem z pracy samochód, żeby wszyscy mogli się zmieścić w jednym.


Po 160km jazdy w kierunku południowym udaliśmy się od razu na plażę.


Nikt nie chciał leżeć na piasku więc szybko kupiliśmy piłkę i zaczęliśmy grać w nogę.


Na obiad zjedliśmy jakby nie inaczej smażoną rybę i pojechaliśmy do latarni morskiej na zachód słońca.




Do tej pory nie dostałem wszystkich zdjęć z wyjazdu więc pod spodem kolaż, który wydrukowaliśmy Lindzie na płótnie.

niedziela, 8 maja 2011

Niebiańskie widoki na Mt Nebo

Po kilku latach od kupna mapy parku, w końcu wybraliśmy się (ja i Pedro) do Brisbane Forest, żeby zdobyć Mt Nebo.


Pierwszy odcinek przez miasto zajął nam godzinę (jeszcze odprowadziliśmy Adama do pracy), postój zrobiliśmy w Punkcie Informacyjnym w The Gap. Nie udało nam się znaleźć drogi pożarowej więc pierwsze kilometry mięliśmy zrobić asfaltem i później poszukać zjazdu do lasu. Gdy wypatrzyliśmy drogę w lesie, była ona tak stroma, że musielibyśmy dłużej prowadzić rowery niż jechać więc zostaliśmy na asfalcie.


Po drodze zrobiliśmy postój na McAfees lookout, niestety widok był słaby więc po chwili pojechaliśmy dalej. Po kolejnych kilku kilometrach trafiliśmy na degustację win, w której wzięliśmy udział, tzn napiliśmy się jakiś soków, jeden miał być dobry dla astmatyków i dodatkowo dodawać sił, dobre przed kolejnymi kilometrami podjazdu.


Następny postój to Jollys lookout, o którym słyszeliśmy, że są tam piękne widoki i faktycznie nie mogliśmy być zawiedzeni.



Po kolejnych 2-3 km był już szczyt, ale gdyby nie tabliczka to byśmy go nawet nie zauważyli.


W pobliskiej kawiarni uzupełniliśmy spalone kalorie i Pedro zaproponował zmiany w drodze powrotnej. Droga zamiast przez Brisbane Forest, poprowadziła przez dolinę Samford Valley.


Przejechaliśmy ok 5km zamkniętym Goat Track, przeżyliśmy więc nie jest tak niebezpiecznie jak znaki sugerowały.





Po zjeździe na dół powrót do Ferny Grove, gdzie myślałem, że będę musiał złapać pociąg z powodu bólu w kolanie, ale ostatecznie przejechałem z Piotrkiem również te ostatnie 15km.




Trasa rowerowa 957224 - powered by Bikemap 

sobota, 7 maja 2011

White Rock - Spring Mountain

Planów na dzisiaj mieliśmy wiele, ostatecznie padło na White Rock Conservation Park. We tróję (z Martą i Pedrosem) wsiedliśmy w samochód i pojechaliśmy do parku za Ipswich.


Na miejscu mieliśmy do wyboru 2 ścieżki rowerowe, wybraliśmy krótszą prowadzącą do głównego szczytu - White Rock. Droga prowadziła przez las i przyjemnie się jechało. W pewnym momencie zgubiliśmy jednego uczestnika wycieczki, ale po chwili udało mi się dogonić Martę na złej ścieżce.


Przy szczycie zrobiliśmy sobie odpoczynek i po chwili postanowiliśmy się wdrapać na górę. Niestety nie było żadnego wejścia, a w butach SPD z korkami ciężko się chodzi po skałach.




W drodze powrotnej wjechaliśmy na punkt widokowy, z którego nic nie było widać, ale zrobiliśmy sobie pamiątkowe zdjęcie :)



Na koniec zobaczyliśmy taki znak:


Z powodu późnego wyjazdu z domu, nie mieliśmy już czasu na dłuższą trasę więc wsiedliśmy w samochód i pojechaliśmy z powrotem do Brisbane.

niedziela, 1 maja 2011

Samford Valley, Mt Samson, Lake Samsonvale, Redcliffe

Na niedzielę zaplanowaliśmy sobie z Piotrkiem spokojną wycieczkę do muzeum tramwajów na północy Brisbane. Gdy po 15km dojechaliśmy na miejsce okazało się, że muzeum otwierają za 2 godziny. Usiedliśmy przy stoliku, zjedliśmy po jabłku i otworzyliśmy mapę, żeby popatrzeć, gdzie dalej pojechać. Szybko zauważyliśmy jezioro na północ od Brisbane i w tym kierunku postanowiliśmy się wybrać.

Najpierw pojechaliśmy do Samford Village,


skąd pagórkowatą drogą pojechaliśmy w kierunku Mount Samson (samą górę minęliśmy w znacznej odległości).


W dalszej drodze zrobiliśmy sobie krótki postój na kanapkę i łyk wody.


Dłuższą przerwę zrobiliśmy nad jeziorem Samsonvale, z którego woda płynie w Brisbeńskich kranach.



Postanowiliśmy odwiedzić znajomych mieszkających nad oceanem więc pognaliśmy do Redcliffe, gdzie zatrzymaliśmy sie jeszcze koło wraku statku na miejscowej plaży.



Ze znajomymi umówiliśmy się w Sandgate, czekając na nich wstąpiliśmy na piwko i trafił nam się... Żywiec. Po chwili znajomi już dotarli i przenieśliśmy się do smażalni ryb nad wodą.

Po jedzeniu zaczęło robić się ciemno, do tego zmęczenie więc zdecydowaliśmy się na powrót pociągiem. Po drodze jeszcze telefon od znajomych i wysiedliśmy na South Bank, gdzie akurat w ten weekend odbywał się Festiwal "Urodziny Buddy" (więcej o nim u Agi).



Stamtąd przejechaliśmy ostatnie kilka kilometrów, żeby przekroczyć granicę 100km tego dnia.


Trasa rowerowa 942803 - powered by Bikemap