niedziela, 12 kwietnia 2009
Wielkanoc
W tym roku Wielkanoc spędziłem bardziej tradycyjnie niż w zeszłym (bbq na plaży).
Najpierw w sobotę byłem w polskim kościele ze święconką, a później pojechałem do Mirka, Moniki i Zuzi.
W niedzielę rano zjedliśmy wielkanocne śniadanie.
Tego mi brakowało w zeszłym roku. Święta na plaży minęły wtedy niezauważone, jak zwykły długi weekend czyli po australijsku.
Najpierw w sobotę byłem w polskim kościele ze święconką, a później pojechałem do Mirka, Moniki i Zuzi.
W niedzielę rano zjedliśmy wielkanocne śniadanie.
Tego mi brakowało w zeszłym roku. Święta na plaży minęły wtedy niezauważone, jak zwykły długi weekend czyli po australijsku.
piątek, 3 kwietnia 2009
Salsa na West End
W piątek wybrałem się z kolumbijskimi znajomymi na imprezkę na West End.
Jak się później okazało świętowali oni swój pierwszy rok w Australii.
Poszliśmy do klubu Uber. Najpierw piliśmy sobie piwka przy rytmach hip-hopu, a o 22 przenieśliśmy się do drugiej, właśnie otwartej sali z salsą.
Na początku parkiet był pusty, ale po chwili nieśmiało wchodziły kolejne pary i imprezka rozkręciła się na dobre. Muzyka była 'na żywo' grana przez zespół, jedynie w przerwach na odpoczynek grał DJ.
Dowiedziałem się, że w Polskim Klubie też są imprezy z muzyką latynoamerykańską.


Jak się później okazało świętowali oni swój pierwszy rok w Australii.
Poszliśmy do klubu Uber. Najpierw piliśmy sobie piwka przy rytmach hip-hopu, a o 22 przenieśliśmy się do drugiej, właśnie otwartej sali z salsą.
Na początku parkiet był pusty, ale po chwili nieśmiało wchodziły kolejne pary i imprezka rozkręciła się na dobre. Muzyka była 'na żywo' grana przez zespół, jedynie w przerwach na odpoczynek grał DJ.
Dowiedziałem się, że w Polskim Klubie też są imprezy z muzyką latynoamerykańską.
Subskrybuj:
Posty (Atom)