Na sobotę zaplanowaliśmy męski wypad do lasu. Wstaliśmy nie za wcześniej (wakacje) i ok 10 wyjechaliśmy w kierunku Sunshine Coast Hinterland.
Piotrek ustalił trasę na ok 60-70km, na początku wszyscy byli zachwyceni. Po kilku kilometrach asfaltem wjechaliśmy do lasu i zaczęła się fajna jazda.
Zrobiliśmy sobie krótki postój nad zalewem, przy okazji uzupełniliśmy wodę w bidonach i pojechaliśmy dalej. Niestety okazało się, że z powodu ostatnich deszczów trasa jest nieprzejezdna, można by przejść te 10km, ale w australijskich lasach lepiej nie ryzykować spotkania węża czy innego dzikiego zwierza.
Pojechaliśmy kilka kilometrów asfaltem i nastąpiło rozstanie, na 25km Adam i Sam wrócili do domu, a ja z Pedrosem pojechaliśmy dalej w międzyczasie korygując naszą dalszą trasę. W pewnej chwili mięliśmy ambitny plan dobicia do setki, ale 80km też jest dobre. Z miejscowości Pomona pojechaliśmy na północ, gdzie znajome widoki przypomniały nam trasę sprzed dwóch lat.
Z asfaltu skręciliśmy na żwirówkę, która po chwili przemieniła się w trasę przez las pod górę, do tego co chwilę musieliśmy otwierać furtki, gdyż ścieżka prowadziła przez prywatne posesje.
Na szczycie góry po kilku kilometrach prowadzenia rowerów z przerwami na jazdę, zobaczyliśmy widok na całą okolicę oraz ocean spokojny.
Stąd zjechaliśmy na dół i przed nami było kilkanaście kilometrów jazdy powrotnej. Na miejscu w Noosaville spotkaliśmy resztę wycieczki. Trafiliśmy akurat na zachód słońca więc nie mogliśmy się powstrzymać się od zrobienia sobie zdjęć z zachodem słońca, palmami i rowerami.
W domu po krótkim odpoczynku wybraliśmy się na spacer na Main Beach. Na plaży spędziliśmy czas w dobrych humorach, ale zmęczenie wymusiło decyzję o powrocie taksówką :)
sobota, 23 kwietnia 2011
piątek, 22 kwietnia 2011
Noosa Heads - Peregian Beach
Z okazji 5-dniowej przerwy wielkanocnej już od dłuższego czasu planowaliśmy z Pedrosem wyskoczyć gdzieś z rowerami poza miasto. Z czasem znalazło się więcej chętnych i w końcu w piątek spakowaliśmy się i pojechaliśmy w 6 osób do Noosa Heads.
Wynajęliśmy sobie apartament w Noosaville nad rzeką i mięliśmy ok 2km spaceru do głównej ulicy miasteczka.
Zanim się zdążyliśmy rozpakować zdążyliśmy z Piotrkiem wszystkich wyciągnąć na rowery. Na początek pierwszego dnia zabraliśmy ze sobą dziewczyny i pojechaliśmy wzdłuż oceanu do Peregian Beach, gdzie zatrzymaliśmy się na barbecue.
Z Piotrkiem niedawno kupiliśmy sobie koszulki rowerowe Polski i miały one swój debiut tego dnia.
W drodze powrotnej zatrzymaliśmy się w Fish&Chips, kolejka była tak długa, że musieliśmy z Adamem czekać prawie godzinę.
Tego wieczora długo nie siedzieliśmy, bo następnego dnia planowaliśmy długą trasę rowerową po lesie.
Wynajęliśmy sobie apartament w Noosaville nad rzeką i mięliśmy ok 2km spaceru do głównej ulicy miasteczka.
Zanim się zdążyliśmy rozpakować zdążyliśmy z Piotrkiem wszystkich wyciągnąć na rowery. Na początek pierwszego dnia zabraliśmy ze sobą dziewczyny i pojechaliśmy wzdłuż oceanu do Peregian Beach, gdzie zatrzymaliśmy się na barbecue.
Z Piotrkiem niedawno kupiliśmy sobie koszulki rowerowe Polski i miały one swój debiut tego dnia.
W drodze powrotnej zatrzymaliśmy się w Fish&Chips, kolejka była tak długa, że musieliśmy z Adamem czekać prawie godzinę.
Tego wieczora długo nie siedzieliśmy, bo następnego dnia planowaliśmy długą trasę rowerową po lesie.
niedziela, 17 kwietnia 2011
Mt Joyce Escape-2011 MTBA Marathon Championships
Kolejny rowerowy weekend, akurat w tę niedzielę odbywały się Mistrzostwa Australii, Pedro postanowił mi pokazać jak wygląda maraton MTB. Dzień wcześniej pojechaliśmy odebrać zestaw startowy, ja kupiłem sobie również koszulkę rowerową przygotowaną na te zawody.
Góra Mt Joyce znajduje się ok 80km na południe od Brisbane, a zawody odbywały się w świeżo otwartym parku rowerowym, nad zalewem w górach.
Rajd okazał się trudny, (Pedro to przyznał), w sumie trasę 35km (miało być 40) przejechałem w 4 godziny (odpoczynek wliczony) i zająłem miejsce 60 z 65 :) Chyba jednak wolę spokojną jazdę bez ścigania się, ale to nie oznacza, że nie spróbuję jeszcze swoich sił w zawodach rowerowych.
W pewnym momencie jak zrobiłem fikołka w krzaki, to ktoś z tyłu mi pogratulowałem ładnego lotu. Po chwili ktoś mi powiedział, że widział węża w okolicy mojego upadku, dobrze, że na niego nie wpadłem :/
Poniżej filmik nakręcony na jednej z tras w tym parku.
Góra Mt Joyce znajduje się ok 80km na południe od Brisbane, a zawody odbywały się w świeżo otwartym parku rowerowym, nad zalewem w górach.
Rajd okazał się trudny, (Pedro to przyznał), w sumie trasę 35km (miało być 40) przejechałem w 4 godziny (odpoczynek wliczony) i zająłem miejsce 60 z 65 :) Chyba jednak wolę spokojną jazdę bez ścigania się, ale to nie oznacza, że nie spróbuję jeszcze swoich sił w zawodach rowerowych.
W pewnym momencie jak zrobiłem fikołka w krzaki, to ktoś z tyłu mi pogratulowałem ładnego lotu. Po chwili ktoś mi powiedział, że widział węża w okolicy mojego upadku, dobrze, że na niego nie wpadłem :/
Poniżej filmik nakręcony na jednej z tras w tym parku.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


