poniedziałek, 25 kwietnia 2011

Noosa Heads - National Park

Dzień zaczęliśmy, od śniadanie przy basenie (żeby łatwiej było dotrzymać tradycji lanego poniedziałku :)


Później pojechaliśmy znowu na Sunshine Beach, tym razem od razu wyruszyliśmy na ścieżkę przez Noosa Heads National Park.





Do Main Beach w Noosa Heads dotarliśmy jak już się ściemniało, zjedliśmy coś, poszliśmy na chwilę na plażę i wróciliśmy do domu. A tam spędziliśmy ostatni wieczór wakacji w bardzo dobrych humorach.



niedziela, 24 kwietnia 2011

Noosa Heads - Sunshine Beach

W niedzielę rano zanim wszyscy wstali, nasz kucharz zaczął szykować śniadanie wielkanocne. Ok 10 wszyscy usiedliśmy do stołu i po chwili zaczęliśmy świętowanie.


Po chwili dojechali jeszcze nasi znajomi Czesi i wszyscy razem udaliśmy się w kierunku Sunshine Beach. A tam czas spędziliśmy aktywnie, najpierw gra w piłkę nożną, później zabawa z latawcem sportowym, a w międzyczasie kto chciał mógł wskoczyć do oceanu.






Drogę powrotną do domu mięliśmy pokonać na piechotę przez park narodowy, ale zaczęło się robić ciemno i zdecydowaliśmy się na powrót autobusem.

Po chwili odpoczynku i uzupełnieniu zapasów poszliśmy nad rzekę na rybkę.

sobota, 23 kwietnia 2011

Noosa Heads - Sunshine Coast Hinterland

Na sobotę zaplanowaliśmy męski wypad do lasu. Wstaliśmy nie za wcześniej (wakacje) i ok 10 wyjechaliśmy w kierunku Sunshine Coast Hinterland.


Piotrek ustalił trasę na ok 60-70km, na początku wszyscy byli zachwyceni. Po kilku kilometrach asfaltem wjechaliśmy do lasu i zaczęła się fajna jazda.



Zrobiliśmy sobie krótki postój nad zalewem, przy okazji uzupełniliśmy wodę w bidonach i pojechaliśmy dalej. Niestety okazało się, że z powodu ostatnich deszczów trasa jest nieprzejezdna, można by przejść te 10km, ale w australijskich lasach lepiej nie ryzykować spotkania węża czy innego dzikiego zwierza.

Pojechaliśmy kilka kilometrów asfaltem i nastąpiło rozstanie, na 25km Adam i Sam wrócili do domu, a ja z Pedrosem pojechaliśmy dalej w międzyczasie korygując naszą dalszą trasę. W pewnej chwili mięliśmy ambitny plan dobicia do setki, ale 80km też jest dobre. Z miejscowości Pomona pojechaliśmy na północ, gdzie znajome widoki przypomniały nam trasę sprzed dwóch lat.






Z asfaltu skręciliśmy na żwirówkę, która po chwili przemieniła się w trasę przez las pod górę, do tego co chwilę musieliśmy otwierać furtki, gdyż ścieżka prowadziła przez prywatne posesje.


Na szczycie góry po kilku kilometrach prowadzenia rowerów z przerwami na jazdę, zobaczyliśmy widok na całą okolicę oraz ocean spokojny.




Stąd zjechaliśmy na dół i przed nami było kilkanaście kilometrów jazdy powrotnej. Na miejscu w Noosaville spotkaliśmy resztę wycieczki. Trafiliśmy akurat na zachód słońca więc nie mogliśmy się powstrzymać się od zrobienia sobie zdjęć z zachodem słońca, palmami i rowerami.


W domu po krótkim odpoczynku wybraliśmy się na spacer na Main Beach. Na plaży spędziliśmy czas w dobrych humorach, ale zmęczenie wymusiło decyzję o powrocie taksówką :)