W Święto Pracy - w Queensland obchodzone dzisiaj - zaprosiliśmy do nas Piotrka, żeby przetestować kort oraz nowe rakiety tenisowe.
Rozegraliśmy mecz niczym na Australian Open, a Marta zarejstrowała wszystko na zdjęciach. Po grze nieco wyczerpani poszliśmy nad rzekę na zasłużony posiłek. Szybko udało nam się znaleźć wolny stolik i barbecue. Super pogoda zachęcała do spędzenia czasu na świeżym powietrzu.
poniedziałek, 7 maja 2012
sobota, 5 maja 2012
Weekend na Sunshine Coast
Wiedząc, że wkrótce zmieniamy pracę (trzeba jeszcze złożyć wymówienie) ostatnio pozwoliliśmy sobie na więcej wolnego czasu i wolne soboty. Z tej okazji na początku maja w sobotę zamiast jechać do pracy, spontanicznie zdecydowaliśmy pojechać nad ocean na Sunshine Coast. Rowery zapakowane, namiot też, więc ruszamy przed siebie! Nie mieliśmy planu gdzie się zatrzymamy, wybór padł na kemping w miejscowości w Mudjimba. Szybko rozbiliśmy namiot i nie tracąc czasu wsiedliśmy na rowery i pojechaliśmy wzdłuż brzegu oceanu na północ do Peregian Beach.
Po drodze były przepiękne widoki. Tego właśnie było nam trzeba!
W drodze powrotnej zatrzymaliśmy się by podziwiać zachód słońca nad oceanem.
Po powrocie poszliśmy na kolację do restauracji, a później na plażę podziwiać ocean nocą oświetlony przez księżyc. Był przypływ, więc nie można było pospacerować plażą, wobec tego usiedliśmy sobie.
W niedziele rano poszliśmy na plażę, woda była trochę za zimna na kąpiel więc zostaliśmy na piasku. Poleżeliśmy, poczytaliśmy książki i po południu wróciliśmy do Brisbane. To był bardzo udany weekend.
Po drodze były przepiękne widoki. Tego właśnie było nam trzeba!
W drodze powrotnej zatrzymaliśmy się by podziwiać zachód słońca nad oceanem.
Po powrocie poszliśmy na kolację do restauracji, a później na plażę podziwiać ocean nocą oświetlony przez księżyc. Był przypływ, więc nie można było pospacerować plażą, wobec tego usiedliśmy sobie.
W niedziele rano poszliśmy na plażę, woda była trochę za zimna na kąpiel więc zostaliśmy na piasku. Poleżeliśmy, poczytaliśmy książki i po południu wróciliśmy do Brisbane. To był bardzo udany weekend.
poniedziałek, 9 kwietnia 2012
Na rowerze do Cabbage Tree Point
Żeby kontynuować aktywnie przerwę od pracy w poniedziałek wybraliśmy się na wycieczkę rowerową.
Rano wrzuciliśmy rowery na pakę i pojechaliśmy do Beenleigh, gdzie koło stacji kolejowej zaparkowaliśmy samochód. Postanowiliśmy sprawdzić tereny pomiędzy Beenleigh, a południowym krańcem zatoki Moreton. Pamiętałem z poprzedniego rajdu Brisbane to the Gold Coast, że w tych okolicach są uprawy trzciny cukrowej.
Po drodze minęliśmy punkt, gdzie co 2 tygodnie zatrzymuje się mobilna biblioteka - ciekawe rozwiązanie, zwłaszcza, że okolica faktycznie nie obfitowała w jakiekolwiek atrakcje kulturalno- rozrywkowe.
Pogoda była przepiękna i jazda rekreacyjna, jedynie czasem pod wiatr. Pierwszy postój na małe co-nieco zrobiliśmy nad rzeką Logan, po przejechaniu 16 kilometrów.
Kolejna dłuższa przerwa była w Cabbage Tree Point, gdzie kupiliśmy rybkę w lokalnym fish&chips. Po obiedzie zafundowaliśmy sobie kawkę i poleżeliśmy chwilę nad trawie nad wodą.
Potem szybki rzut oka na mapę i postanowiliśmy, że pojedziemy na południe i tam złapiemy pociąg do Beenleigh.
Po 20 kilometrach jazdy od ostatniego postoju dotarliśmy do stacji w Ormeau, gdzie złapaliśmy pociąg jadący w kierunku Brisbane.
Rano wrzuciliśmy rowery na pakę i pojechaliśmy do Beenleigh, gdzie koło stacji kolejowej zaparkowaliśmy samochód. Postanowiliśmy sprawdzić tereny pomiędzy Beenleigh, a południowym krańcem zatoki Moreton. Pamiętałem z poprzedniego rajdu Brisbane to the Gold Coast, że w tych okolicach są uprawy trzciny cukrowej.
Po drodze minęliśmy punkt, gdzie co 2 tygodnie zatrzymuje się mobilna biblioteka - ciekawe rozwiązanie, zwłaszcza, że okolica faktycznie nie obfitowała w jakiekolwiek atrakcje kulturalno- rozrywkowe.
Pogoda była przepiękna i jazda rekreacyjna, jedynie czasem pod wiatr. Pierwszy postój na małe co-nieco zrobiliśmy nad rzeką Logan, po przejechaniu 16 kilometrów.
Kolejna dłuższa przerwa była w Cabbage Tree Point, gdzie kupiliśmy rybkę w lokalnym fish&chips. Po obiedzie zafundowaliśmy sobie kawkę i poleżeliśmy chwilę nad trawie nad wodą.
Potem szybki rzut oka na mapę i postanowiliśmy, że pojedziemy na południe i tam złapiemy pociąg do Beenleigh.
Po 20 kilometrach jazdy od ostatniego postoju dotarliśmy do stacji w Ormeau, gdzie złapaliśmy pociąg jadący w kierunku Brisbane.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

















