środa, 9 marca 2011

Trzej muszkieterowie z West Endu

Adam - trzeci współlokator zakupił w końcu rower więc pomimo 12 godzin w pracy postanowiliśmy pokazać mu okolice jakiej nie mógł poznać na pieszo czy autobusem.

Zatrzymaliśmy się na zdjęcie grupowe z panoramą miasta w tle. Zrobiliśmy sobie też postoje przy Uniwersytecie, żeby popatrzeć na mecz piłki nożnej i po chwili innej grupy grającej w netball.

poniedziałek, 7 marca 2011

Do kina na urodziny

Po kolejnym dniu w pracy wieczorem czekały mnie 59-te urodziny mojej szefowej z restauracji. Wynajęła salę kinową W Portside Dendy Cinema, wybrała film niespodziankę, a wcześniej wszyscy goście zebrali się w holu na drobną przekąskę przygotowaną przez jej restaurację.

Na miejscu spotkałem kilku znajomych z czasów pracy w restauracji. Po kilku drinkach wszyscy przenieśliśmy się do sali kinowej, a na ekranie rozpoczął się film "Burlesque". Dziewczynom podobał się cały film, a chłopakom najbardziej tancerki :)

Po filmie trafiliśmy jeszcze do restauracji, ja z racji tego, że czekała mnie pobudka o 5 rano, napiłem się tylko kawy i złapałem City Cata (niestety nie zatrzymuje się jeszcze na West Endzie). Spacerkiem z South Bank przez West End zatrzymałem się jeszcze w kultowych "The Three Monkeys" i poczekałem na koniec zmiany Adama.

sobota, 5 marca 2011

Mt Gravatt i Polski Klub

Na sobotę mieliśmy napięty grafik, ale rano postanowiliśmy się gdzieś przejechać. Przy kawie zdecydowaliśmy, że pojedziemy na Mt Gravatt.

W pierwszą stronę jechaliśmy ścieżką rowerową wzdłuż autostrady. Na Mt Gravatt czekał nas 2-kilometrowy podjazd, ale łagodniejszy niż na Mt Coot-Tha.



Na szczycie zrobiliśmy sobie sesję zdjęciową. Po sprawdzeniu czasu zdecydowaliśmy o zmianie trasy powrotnej. Wróciliśmy najkrótsza drogą, na szczęście na Logan Rd jest szerokie pobocze więc było w miarę bezpiecznie.


Trasa rowerowa 841437 - powered by Bikemap 


Po rowerach szybko wskoczyliśmy do samochodu i pojechaliśmy do IKEI na zakupy. Ja kupiłem sobie półkę na książki, a Piotrek brakujące biurko i krzesło. Obawialiśmy się, że będzie lało, ale tylko trochę pokropiło i meblom na pace nic się nie stało.

Na wieczór mięliśmy zaplanowane wyjście do Polskiego Klubu ze znajomymi. Najpierw jednak mieliśmy się spotkać u nas, dojechał tylko Daniel. Piotrek od przyjazdu zachwalał Żubrówkę Białą i dzisiaj mięliśmy okazję ją spróbować. Do Polskiego Klubu poszliśmy ok 9-tej, a w domu byliśmy z powrotem już około północy.