sobota, 11 września 2010

Futbol amerykański po pracy

Dzisiaj w pracy okazało się, że o 16 jest mecz futbolu amerykańskiego, w którym będzie grał narzeczony (Geno) szefowej (Sonya) i dodatkowo będzie debiut naszego barmana (Jere). Postanowiliśmy się tam wybrać po pracy. Sonya zorganizowała jakąś przekąskę dla wszystkich i różne napoje, a właściwie to wina dla dziewczyn i kilka piwek dla mnie :)




Na miejsce dojechałem chwilę przed rozpoczęciem meczu, a tam już był przygotowany piknik. Jako, że nie było żadnego eksperta od futbolu amerykańskiego, Angielka myślała, że jedziemy oglądać futbol czyli soccer, to czas nam się dłużył. Urozmaicała go trochę Sonya, biegając koło boiska z dwoma planszami wspierającymi "naszych zawodników". Na koniec dowiedzieliśmy się, że nasi wygrali, a debiutant był zadowolony ze swojej gry.



Po meczu postanowiliśmy przenieść się do domu Jere'go (a właściwie Jerry'ego - u nas w pracy wszystkim zmieniają imiona, moje jest Majic, ewentualnie Magic) świętować zwycięstwo. I wtedy uznałem, że wcale nie muszę jechać do domu (a przynajmniej na rowerze) i mogę u nich przenocować :)



Kolejny punkt wieczoru to wyjście do pubu/klubu koło naszej restauracji. Podobno najlepszy w okolicy, aż się boję jak jest w innych 8|

Ostatecznie wieczór można uznać za udany, do domu wróciliśmy chyba ok 4 rano. O 7 wstałem i się całkiem dobrze czułem. Gdy podjechałem do pracy na śniadanie to nawet chcieli, żebym pracował, bo ktoś nie przyszedł, ale miałem głos jak po meczu Legii :)


Bike route 697252 - powered by Bikemap 

piątek, 10 września 2010

Big City BBQ

Wczoraj wieczorem dowiedziałem się, że dzisiaj mam dzień wolny od pracy, a dzisiaj rano zobaczyłem informację o charytatywnym barbecue w centrum. Postanowiłem się tam wybrać.

Rano było nawet słonecznie, ale im bliżej dwunastej tym bardziej padało. Na miejscu spotkałem się z Agnieszką, z którą znałem się do tej pory jedynie przez internet.

Oprócz barbecue na miejscu była też scena. Najpierw na rozgrzewkę był pokaz tańca przez Cuban Dance Company. Później chwilka na przemówienia - burmistrz Brisbane, sponsorzy i organizacje charytatywne.

Główna atrakcja popołudnia to był występ Daryla Braithwaite, do tej pory nie miałem okazji go słyszeć, ale musi być bardzo znany w Australii, bo ludzie znali teksty niektórych piosenek. Na koniec był występ zespołu TiMBAH, ale tak długo stroili instrumenty, że zdecydowaliśmy się opuścić koncert. Jeszcze wcześniej w międzyczasie znany kucharz z tv Matt Moran był jurorem konkursu na najlepszą sałatkę.

Pokręciliśmy się jeszcze po mieście i wróciłem do domu - trzeba się uczyć do egzaminów :/

sobota, 4 września 2010

Riverfire 2010

W sobotę rozpoczął się Brisbane Festival 2010 (cały program imprez na stronie). Na otwarcie jak co roku był zorganizowany wielki pokaz sztucznych ogni - Riverfire.

W zeszłym roku oglądałem go z dachu jednego z budynków rządowych w Centrum. Tym razem chciałem zobaczyć pokaz na Story Bridge, który co roku jest najciekawszy.

Wracając z pracy na rowerze miałem problemy z przejechaniem moją normalną trasą, gdyż już od wczesnych godzin popołudniowych (pokaz o 19) zbierali się ludzie i robili sobie piknik na deptaku. Na mój punkt obserwacyjny dotarłem na kilkanaście minut przez startem, ale udało mi się znaleźć dobre miejsce.

Podczas pokazu wszyscy najbardziej czekali na przelot myśliwców F 1-11 i nikt nie mógł być zawiedziony - narobiły dużo hałasu i ładnie płonącym paliwem oświetliły niebo :)

Kilka filmików z internetu:



I galeria zdjęć z ourbrisbane.com